DEGUSTACYJNY SŁOWNIK WINIARSKI | Marek Bieńczyk

słownik winiarski
Degustacyjny Słownik Winiarski – Marek Bieńczyk.

„Jedną z moich ulubionych rozrywek winomańskich przed laty było śledzenie rynku wydawniczego, a dokładnie rzecz biorąc tego, co napisze Sławek Chrzczonowicz po ukazaniu się kolejnej książki poświęconej winu. Ponieważ w wielu przypadkach tłumaczono i publikowano byle co (bo wiadomo, każdy pisać może), Sławek miałmoc pracy, a ja moc uciechy, gdy widziałem, jak nie zostawia na autorach i tłumaczach suchej nitki. Podobną pracę wykonywał też Andrzej Daszkiewicz, który jak wiadomo, znajdzie błąd w stogu siana.

Od niedawna sytuacja na rynku wydawniczym zmieniła się na lepsze, roboty obaj panowie mają nieco mniej. Myślę, że nie będą jej mieli niemal wcale w przypadku Degustacyjnego Słownika Winiarskiego, jednej z najciekawszych i najpoważniejszych publikacji ostatnich miesięcy. Jej autorem jest nestor polskiego importu winiarskiego, pan Wiktor Zastróżny, założyciel sopockiego Festusa. Książka jest bogata i wymaga uważnej lektury; moje uwagi są tylko rodzajem przedrecenzji; mam nadzieję, że inni pochylą się nad nią z ołówkiem w ręku i z troską w oczach. Sam, mimo zbyt jeszcze krótkiego obcowania z książką, już teraz mogę stwierdzić, że to rzecz bardzo poważna, bardzo ambitna i wyjątkowa.

Wyjątkowa przede wszystkim dlatego, że – jak głosi podtytuł „wyrażenia pomocne w opisaniu wina” – wreszcie ktoś wziął za rogi byka, który zwie się „polski język degustacyjny”. Na jego temat powstała już niejedna praca magisterska, jakieś bodaj doktoraty i nawet jedna habilitacja. Ich autorzy poruszają się po terenie niemal dziewiczym albo całkowicie porzuconym (bo w staropolszczyźnie istniało sporo wyrażeń); nie kryję, że nieraz zwracali się do mnie po pomoc, której rzadko mogłem im udzielić, gdyż sam byłem tak przesiąknięty słownictwem francuskim i w jakiejś mierze angielskim w tej dziedzinie, że polszczyznę degustacyjną miałem słabo rozwiniętą i do jej wymyślania czy sprawdzania zabierałem się bardzo leniwie.

Panie Wiktorze, chapeau bas i wielkie, ogromne brawa!”.

Marek Bieńczyk.

Site Footer